Sonia : Aye's! Aye's! Dziś jest termin!
Aye's : Wiem kochana, wiem. Ale mam do załatwienia ślub w lwim stadzie, wybacz.
Sonia rozgniewana tylko parsknęła i odeszła. Tak, Aye's jest głupi. Ślub, a życie dziecka?!
Colin : Kochanie, już nam załatwiłem! przed chwilą byłem u Ayes'a. A ty?!
Lwica bezsilna padła na ziemię.
Colin : Dobrze się czujesz, kochanie?! To już?!
Sonia : Nie. Po prostu dziwię się, że do ciebie ten mandryl ma większe zlitowanie. Ja go prosiłam całkiem rano, a on że ma ślub! Frajer.......
Colin : Chodź, pójdziemy nad polankę...........
Sonia : Dobrze! I rozpromieniona wtuliła się w grzywę małżonka.
Słońce powoli zachodziło nad horyzontem. Król Ahadi wołał do groty. Sonia i Colin byli zaskoczeni : nie urodzili jeszcze lwiątka. Ale bez dwóch zdań poszli do groty. Colin się bał, że Aye's źle urodzi lwiątka i będzie po wszystkim. Ale Sonia zaczęła nagle burczeć i chciała od Colina zebrę. Mimo wieczoru, lew zdołał upolować kilka zeber. Ucieszona lwica chapnęła zdobycz. Przeczuwała, że to już nie długo.
Colin : Skarbie, może zawołam Ayes'a?! Bo to już, prawda?!
Sonia : Być może.....ał.....AAAAAA!!!! Tak, to już!!!!!
Lew popędził co sił w łapach. Kiedy był przy baobabie, mandryl natychmiast szybko pobiegł. Dotarł na miejsce w ostatniej sekundzie i urodziły się dwa lwiątka : samczyk i samiczka.
Sonia : Colin.....ty nazwij dziewczynkę, dobrze?!
Colin : Ok....może Sara?! Nie, Sarafina!
Sonia : Przepięknie! Chłopiec może.....Dick?!
Colin : Świetny pomysł! Dick i Sarafina...... och, są słodcy!
Sonia wzięła do łap swoją córkę. Colin przypatrzył się synowi.....
^^^
Następne opko po 2 komkach!