piątek, 30 marca 2012

R.2.Narodziny lwiątek

Rankiem, Sonia pobiegła do Ayes'a. Bała się, że mandryl nie będzie chiał urodzić lwiątek.
Sonia : Aye's! Aye's! Dziś jest termin!
Aye's : Wiem kochana, wiem. Ale mam do załatwienia ślub w lwim stadzie, wybacz.
Sonia rozgniewana tylko parsknęła i odeszła. Tak, Aye's jest głupi. Ślub, a życie dziecka?!
Colin : Kochanie, już nam załatwiłem! przed chwilą byłem u Ayes'a. A ty?!
Lwica bezsilna padła na ziemię.
Colin : Dobrze się czujesz, kochanie?! To już?!
Sonia : Nie. Po prostu dziwię się, że do ciebie ten mandryl ma większe zlitowanie. Ja go prosiłam całkiem rano, a on że ma ślub! Frajer.......
Colin : Chodź, pójdziemy nad polankę...........
Sonia : Dobrze! I rozpromieniona wtuliła się w grzywę małżonka.

Słońce powoli zachodziło nad horyzontem. Król Ahadi wołał do groty. Sonia i Colin byli zaskoczeni : nie urodzili jeszcze lwiątka. Ale bez dwóch zdań poszli  do groty. Colin się bał, że Aye's źle urodzi lwiątka i będzie po wszystkim. Ale Sonia zaczęła nagle burczeć i chciała od Colina zebrę. Mimo wieczoru, lew zdołał upolować kilka zeber. Ucieszona lwica chapnęła zdobycz. Przeczuwała, że to już nie długo.

Colin : Skarbie, może zawołam Ayes'a?! Bo to już, prawda?!
Sonia : Być może.....ał.....AAAAAA!!!! Tak, to już!!!!!
Lew popędził co sił w łapach. Kiedy był przy baobabie, mandryl natychmiast szybko pobiegł. Dotarł na miejsce w ostatniej sekundzie i urodziły się dwa lwiątka : samczyk i samiczka.
Sonia : Colin.....ty nazwij dziewczynkę, dobrze?!
Colin : Ok....może Sara?! Nie, Sarafina!
Sonia : Przepięknie! Chłopiec może.....Dick?!
Colin : Świetny pomysł! Dick i Sarafina...... och, są słodcy!
Sonia wzięła do łap swoją córkę. Colin przypatrzył się synowi.....



^^^

Następne opko po 2 komkach!


R.1. Rodzice Sarafiny

Na LZ rządził król Mohatu i królowa Zauditu. Urodzili synka, Ahadiego. Na innej ziemi urodziła się lwiczka imieniem Uru. Zanim dorośli, wiedli spokojne życie, nie spotykając się. Uru poznała Ahadiego jak dorosła. Kolegą Uru był Colin, a koleżanką Ahadiego była Sonia. Colin i Sonia się zapoznali też jak dorośli. Kied wreszcie Ahadi objął tron, Sonia i Colin postanowili się pobrać. Niestety, ślub nie wyszedł z powodu, że szaman Aye's się rozchorował. Colin i Sonia szli smutni przez sawannę.

Colin : Kochanie, uspokój się. Jeśli nie jesteśmy zaręczeni, to nie znaczy, że nie możemy się kochać!
Sonia : Ach....może i masz rację. Aye's pewno się zerwał, bo ma do nauczenia nowego ucznia! Zwykły, stary, mandryl....
Colin : Tak. Śluby mu obojętne, tak samo jak ceremonie i porody. On jest głupi, potwierdzam.
Para przeszła przez wodopój już trochę bardziej rozpromieniona. Woda błyszczała na słońcu pięknie, a oni się w niej odbijali. Słońce mocno grzało, było 30 stopni. Po chwili :
Sonia : Colin....jest coś, o czym ci nie powiedziałam. Jestem.... w ciąży.....
Colin : O....to cudownie! A kiedy urodzisz?!
Sonia : Ach....nie zdenerwuj się, ale....dziś.....
Colin : CO?! To Aye's na pewno ci nie pomoże!
Sonia : Tak.....on jest miły tylko dla Ahadiego i Uru..... hej! Mam pomysł! Poprosimy ich, żeby Aye's......
Colin : Świetny pomysł, kochanie!